Przejdź do treści

Jesienny ślub w Starym Tartaku nad Jeziorakiem

"Powiedz mi jak mnie kochasz...", "kocham Cię tak, jak poranki nad jeziorem – spokojnie, codziennie na nowo i za każdym razem bardziej...”

…między poprawianiem welonu a ostatnim łykiem kawy było widać, jak bardzo ten dzień jest „ich” – bez nadęcia, bez pośpiechu, za to z ogromem czułości…

Tak się wszystko zaczęło...

„Dzień dobry, czy ma pan wolny termin na wrzesień” – usłyszałem po drugiej strony słuchawki niepewny głos. Jakub brzmiał inaczej niż większość par. Cichy, skromny, stonowany. Zamiast „hucznego wesela do białego rana” myślimy o spokojnym, kameralnym obiedzie w gronie najbliższych. Iława, hotel Stary Tartak, tylko garstka gości, żadnego typowego weselnego scenariusza. Słuchając, miałem jednak w głowie jedną myśl – a może warto coś zmienić? Czasem wystarczy wprowadzić kilka drobnych elementów – muzyka z telefonu, spontaniczny pierwszy taniec, krótka sesja w dniu ślubu – żeby dzień nabrał zupełnie innego smaku. W sumie to jedyny taki dzień w życiu. Zaproponowałem więc delikatne modyfikacje planu. „Przemyślę” – usłyszałem. Po tygodniu kolejny telefon, ponownie trochę nieśmiało, ale już z nutą ciekawości w głosie – „a co pan proponuje?”. Później kolejny telefon i dopracowywanie szczegółów.

Dzień ślubu zaczął się spokojnie, z najbliższymi. Jakub przygotowywał się w hotelowym pokoju Starego Tartaku. Garnitur, spinki, zegarek nagle nabrały większego znaczenia niż kiedykolwiek wcześniej. Natomiast kilka ulic dalej Irmina szykowała się w rodzinnym domu. Otoczona serdecznością i spokojem bliskich. Między poprawianiem welonu a ostatnim łykiem kawy było widać, jak bardzo ten dzień jest „ich”. Co więcej, bez nadęcia, bez pośpiechu, za to z ogromem czułości.

First look okazał się momentem, na który nikt z obecnych nie był do końca przygotowany.
Kiedy Irmina stanęła w drzwiach, Jakub i jego mała siostra dosłownie zamarli. Przez krótką sekundę w pokoju zapadła cisza, jakby ktoś wyłączył dźwięk. Potem wszystko potoczyło się jednocześnie. Nieśmiały uśmiech, przytulenie, kwiaty, pocałunek. Pierwsze łzy pojawiły się jeszcze zanim zdążyłem w ogóle pomyśleć o kolejnym kadrze. Tuż po tym przyszły podziękowania dla rodziców. Proste, ale wzruszające słowa, kilka zdań z trudem wydobytych z gardła, i znowu mokre oczy. Tego typu sceny trudno reżyserować; w sumie wystarczy dać im się wydarzyć.

Babcia przytula pana młodego podczas przygotowań w Starym Tartaku
Reakcja pana młodego podczas first looku w domu Irminy w Iławie – naturalny reportaż ślubny Olsztyn

Deszczowy wrzesień

Wrzesień postanowił o sobie przypomnieć deszczem.
Zamiast nerwów były jednak… parasolki – dużo parasolek. Zawsze powtarzam parom, że deszczowy dzień jest tak samo okej, jak ten gdy z nieba leje się żar. Wystarczy to przewidzieć i… mieć przygotowane na wszelki wypadek parasole. Koniecznie transparentne, przezroczyste ponieważ, to najlepsi sprzymierzeńcy nowożeńców. Nie zasłaniają twarzy, nie zabierają światła, a przy okazji można się nimi osłonić od wiatru. Tego dnia stały się one częścią historii tworząc nad parą młodą delikatny baldachim miłości.

W pobliskim kościele emocje wróciły ze zdwojoną siłą.
Przysięga wypowiadana trochę drżącym głosem, dłonie lekko ściskające się przy zakładaniu obrączek, krótkie spojrzenia w bok, w stronę rodziców. Nikt nie potrzebował wystawnej oprawy, ponieważ wszystko, co najważniejsze zadziało się między nimi w tych kilku słowach „na zawsze”. 

Po ceremonii zamiast pośpiechu był czas na spokojne życzenia i prezenty. Irmina i Jakub przyjmowali je już przed salą weselną w Starym Tartaku, witając kolejne uśmiechy i uściski, jakby każdy był osobnym, małym rozdziałem tej historii.

W środku czekało na nich światło ciepłych lampek, zapach obiadu i…
scenariusz, na który początkowo nie do końca byli zdecydowani. Pierwszy toast, symboliczne tłuczenie szkła, pierwszy taniec. Z początku trochę niepewny, ostrożny, jakby sprawdzali, czy to aby na pewno „dla nich”. Jednak kilka taktów później był już tylko śmiech, ruch sukni i moment, w którym zapomina się o tym, kto patrzy. Zamiast cichego obiadu powstała zabawa – nie rozkrzyczana, ale pełna ciepła, rozmów, uśmiechów, drobnych gestów między gośćmi.

Para młoda przed salą weselną obsypywana konfetti przed restauracją Stary Tartak – reportaż ślubny, fotograf ślubny Olsztyn.

Między kolejnymi częściami wieczoru wymknęliśmy się na chwilę w stronę ogrodu.
Wilgotne powietrze po deszczu, światła odbijające się w kałużach, zieleń dookoła hotelu – wszystko to stało się naturalną scenografią do krótkiej sesji w dniu ślubu. Para, którą na początku poznałem jako bardzo spokojną i nostalgiczną, nagle zaczęła pokazywać zupełnie inną twarz. Śmiech, energię, spontaniczne gesty, taniec, co więcej – bez muzyki. Kilka godzin później, już we wnętrzach hotelu, kontynuowaliśmy tę opowieść. Przy przytulnych, ciepłych światłach, między stołami, gdzie nadal toczyły się rozmowy.

Sesja ślubna, Stary Tartak Iława, para młoda wygląda zza drzew
Para młoda podczas sesji ślubnej w ogrodzie hotelu Stary Tartak nad Jeziorakiem w Iławie

Od „kilku zdjęć” do pełnego reportażu

Na koniec, kiedy mój sprzęt fotograficzny był już niemal spakowany, zatrzymałem się na chwilę z boku sali.
Irmina i Jakub siedzieli obok siebie, trochę zmęczeni, ale wyraźnie szczęśliwi. Na tym weselu nie było spektakularnych fajerwerków, ogromnej sceny ani setek gości. Było natomiast to, o czym mówili od samego początku – bliskość, spokój i „ich” dzień.
Różnica polegała tylko na tym, że ten kameralny obiad zamienił się po drodze w małe, piękne wesele, którego wcale nie planowali… a którego, mam wrażenie, dziś nie zamieniliby na nic innego. 

I właśnie za takie historie lubię śluby najbardziej. Lubię, gdy pary przychodzą z pomysłem „byle skromnie i bez szaleństw”, a wracają do domu z poczuciem, że przeżyły coś znacznie większego, niż się spodziewały.